MAPA CIAŁA – Elżbieta Łubowicz

Wstęp do katalogu z wystawy „Mapa Ciała” w Galerii „Pusta” w Katowicach

Ciało człowieka było już fotografowane niezliczoną ilość razy – to temat, któremu z upodobaniem oddaje się niemal każdy fotograf. Akt kusi wieloma możliwościami wyrazu: pozwala uchwycić i zatrzymać przemijającą urodę ciała, wypowiedzieć swoje zauroczenie cielesnym kontaktem (szczególnie – erotycznym), a także przedstawić człowieka w jego uniwersalnej ludzkiej kondycji, niezakłóconej ubiorem, który zawsze wskazuje na konkretne, jednostkowe okoliczności. Niełatwo jest więc dodać do tego morza istniejących już fotografii coś nowego i własnego, co nie znudzi odbiorcy jeszcze jedną wersją dobrze znanej estetyki, a zaintryguje go i skłoni do refleksji. Radość z kontaktu z serią „Mapa ciała” pochodzi stąd właśnie, że kolejne zdjęcia w miarę ich oglądania wyzwalają rosnące zaciekawienie, a nawet fascynację widza odsłanianiem się nowego świata pełnego tajemnic.

Kadry przypominają nieco „Asymetrie” Zbigniewa Dłubaka ze względu na fragmentaryczność zbliżeń i budowanie iluzji przestrzeni z wykorzystaniem nieostrości obrazu. Dla tego klasyka polskiej fotografii ukazywany przedmiot jest jednak niemal abstrakcyjny: jego wyrafinowany cykl podejmuje przede wszystkim problematykę obrazowania przestrzeni, dotyczy także procesu widzenia świata oraz fotografii jako obrazu. Maria Śliwa opowiada o swoim widzeniu ciała. Ono samo jest niewątpliwie na pierwszym planie, choć w jej pracach ważny jest także proces patrzenia jako zjawisko w działaniu, pokazane jako żywa, fizyczna czynność.

„Mapa ciała” to tytuł, który dobrze przylega do tych fotografii. Są one czymś w rodzaju dokumentu wędrówki wzroku po powierzchni ciała, jak po wielkim, niemożliwym do ogarnięcia w całości kosmosie. Są świadectwem błądzenia po jego obszarze, tak jak błądzi się po mapie, dotykając coraz to innych miejsc i tracąc równocześnie z pola widzenia całą jej resztę. Skupienie uwagi na jednym fragmencie sprawia bowiem, że nierozpoznawalna staje się całość. Obiektyw chwyta moment zatrzymania wzroku na tym, a nie innym drobnym fragmencie ciała, który, pozbawiony kontynuacji, zostaje nagle zobaczony jako część dziwnej rzeczywistości, pokrewnej światu roślin czy krajobrazom. Przywodząc na myśl łodygę lub wnętrze kwiatu, albo zbocze wzgórza, obraz na zdjęciu odbiera ciału część jego cielesności i tworzy obszar zjawisk niepewnych i przedmiotów niezidentyfikowanych. Świat z fotografii Marii Śliwy to świat, w którym tożsamość rzeczy jest płynna. Zachodzą między nimi nieoczekiwane metamorfozy i korespondencje kształtów. Patrząc na te fotografie, widz gubi się w domysłach. Nie wie nigdy do końca, czym naprawdę jest to, co widzi – ciałem, rośliną czy pejzażem?

Obrazy te zwykle nie chcą także zdradzić, który fragment ciała był w konkretnym przypadku fotografowany. Także tutaj pozostawiają widza w niepewności i domysłach. Wydają się ukazywać rzeczywistość, której nigdy nie można zobaczyć do końca, jak na słynnej mapie Borgesa, rozrastającej się w głąb odwzorowywanego przez nią świata. Przybliżenie szczegółu, wizualne wchodzenie w głąb obrazu obecne w „Mapie ciała” tym silniej prowokuje skojarzenie z tamtą mapą, opisaną w opowiadaniu.

W fotografiach z tej serii jest pewna zagadka, która sprawia, że inspirują widza do zastanawiania się zarówno nad naturą ciała, jak i nad specyficznymi cechami obrazu-odbicia rzeczywistości. Na niemal wszystkich zdjęciach powtarza się ta sama intrygująca właściwość: dziwna podwójność obrazu, która nie wiadomo, czy jest naturalnym zjawiskiem symetryczności ludzkiego ciała, efektem lustrzanego odbicia, czy może wynikiem dwukrotnego kopiowania tego samego negatywu. Autorka z premedytacją wykorzystuje tu wiedzę, że symetria naturalnego obiektu nigdy nie jest doskonała. Obiecuje wyjaśnienie zagadki obrazu, ale zwodzi i wyprowadza na manowce. Nigdy nie jesteśmy pewni, czy to, co oglądamy należy do samej rzeczywistości, czy jedynie do jej obrazu, wierny wizerunek ciała wydaje się bowiem często widzowi czystą kreacją i złudzeniem.

Czasem jednak da się rozpoznać jakiś kształt na tyle, że wiadomo, iż jest tu i ciało kobiece, i męskie. W tym pierwszym nie ma jednak nic z tradycyjnie kobiecej miękkości, delikatności i ciepła. Jeśli doszukiwać by się w zdjęciach Marii Śliwy kobiecego ich charakteru, to odnajdzie się go, przewrotnie, gdzie indziej niż zazwyczaj: w kobiecej fascynacji wyrazistością, surowością i siłą. A więc tym, co odmienne i nieosiągalne.

Moc, promieniująca od wewnątrz z tych wizerunków ciała oraz ich wpisanie w związki z resztą natury – z biologią i przyrodą – sprawia, że wygląda ono jakby było niezniszczalne, wieczne. Wydaje się być własną alegorią, niemal pomnikiem ciała. Alegoryczność obrazu zagarnia w strefę swojego oddziaływania także erotyzm, który istnieje na tych fotografiach bardziej jako sugestia i możliwość niż wyrażony wprost sens. Pulsując w nich podskórnie, erotyzm jest tu niczym więcej, jak jednym z przejawów życia, jego częścią. Wpisuje się w hymn pochwalny na cześć życia, którym jest w istocie ta seria zdjęć.

„Mapa ciała” wyłamuje się z popularnego obecnie sposobu użycia fotografii, gdzie najważniejszy bywa kontekst, w którym zdjęcie zostaje umieszczone, natomiast sam obraz jest zwyczajny i oczywisty. Maria Śliwa sięga po obraz fotograficzny nie po to, by uzyskać łatwy i bezproblemowy wizerunek do dowolnego wykorzystania, ale dlatego właśnie, że jest to dla niej obraz nieoczywisty, pełen pytań bez prostych odpowiedzi. Obraz, który może być sprzymierzeńcem w odkrywaniu na nowo tego, co dobrze znane i w uczeniu się dostrzegania wokół siebie przeoczonych tajemnic.

Elżbieta Łubowicz