JESTEM! – Jerzy Lewczyński

Fotografia – archeologia losu. Rzeczywistość budząca niepokoje ogarnia wiele zjawisk w życiu i sztuce! Coraz częściej widzimy zniszczone obszary ludzkiej wrażliwości, coraz trudniej zrozumieć nam myśli i czyny drugiego człowieka. Sztuka fotografii może pokazać to co jeszcze nie dotknięte upadkiem wiarygodności istnieje naprawdę. Tą prawdą jest wielka siła ludzkiej życzliwości wobec ludzkiej słabości, choroby czy biedy. Maria Śliwa odbyła pielgrzymkę fotograficzną do Domu Pomocy Społecznej w Orzeszu na Śląsku. To co tam spotkała wykorzystała twórczo do pokazania właśnie siły ludzkiej pomocy i zrozumienia czym jest głęboki ocean psychiki ludzkiej. W Orzeszu istnieje nowy układ społeczny podobny do układu słonecznego z całą jego siłą hierarchii i zależności. Fotografie trafnie nazwane imionami mieszkańców pokazują ludzkie piękno odkryte w losie zakrytym zwałami archeologicznych wykopalisk w świadomości ludzi chorych i bezradnych. Fotografia, która wzrusza od dawna służy człowiekowi w jego ziemskiej wędrówce. Tu jest to uśmiech człowieka, który zrozumiał, że to co robi czemuś służy, że to co robi to udział w losach innych ludzi. Patrzcie co potrafię, patrzcie jaki jest ten mój „teatr codzienności”, bo tylko to mogę Wam pokazać. Fotografia społeczna od dawna w Polsce przechadza się po gościńcu ludzkich losów. Na naszym Śląsku ten los zasypywany jest upadającym przemysłem i ludzkim poniżeniem często za 400 zł. Tym bardziej widać talent Artystki, która odsłania sceny z życia naszych Braci w Domu Pomocy Społecznej w Orzeszu. Monodramy Kazika, Andrzeja, Tomka i Marcina dzieją się w chwili gdy niepewni jutra zaczynamy zazdrościć im ucieczki w świat własnej wyobraźni i ludzkiej przydatności! Fotografie podkreślają znaczące zjawisko naszego życia społecznego wybiegające poza przedstawiony temat. Każdy z bohaterów buduje sobie gniazdo własnych zainteresowań i tylko u siebie czuje się dobrze i pewnie. To zjawisko można dziś zauważyć u wielu ludzi uciekających od świata XXI wieku, gdy tak trudno o wiarygodność faktów i uczuć. Tylko u siebie w domu, wśród przyjaciół możemy odreagować ból cisnących nas kajdanów papierowych i elektronicznych. Otoczeni przepisami, instrukcjami i poleceniami, piskiem komórek, lunatycznym obrazem z komputera stwarzamy sobie własny mały świat niepotrzebujący hałaśliwych reklam i sloganów. Nasza ludzka skala wrażeń nie potrzebuje emocji zdobywania kosmosu i widoku sklonowanych drużyn współbraci. Powrót do „własnego kąta” wydaje się najcenniejszym przesłaniem tej wystawy! W Warszawie na Placu Zamkowym widziałem dzieła Igora Mitoraja, pełne dramatu rozdarte rzeźby pomniki. Przypominam sobie Warszawę 1945 r. Z powaloną figurą Chrystusa na bruku. Memento mori! W Centrum Sztuki Współczesnej widziałem fotografie Borysa Michajłowa pokazujące ludzką biedę i poniżenie. To mieszkańcy w ich upiornym „kraju szczęśliwości”! Rybniku widziałem losy ludzi z Domu Pomocy Społecznej w Orzeszu. To wszystko w 2004 roku!

Jerzy Lewczyński